Cztery Światy i dusza człowieka
Cimcum - samoograniczenie Nieskończonego
Fundamentalnym dylematem, z którym musieli zmierzyć się dawni analitycy układu, było logiczne wyzwanie dotyczące samego miejsca zaistnienia czegokolwiek. Skoro najwyższa, pierwotna zasada z definicji wypełnia absolutnie wszystko, będąc w pełni nieskończoną, to w sposób naturalny nie zostawia ona już żadnego wolnego obszaru na cokolwiek, co byłoby od niej odmienne. Wykreowanie chociażby najmniejszego zjawiska wymaga znalezienia dla niego odpowiedniego środowiska roboczego.
Badacze musieli odpowiedzieć na pytanie, gdzie w ogóle mógłby powstać jakikolwiek ustrukturyzowany świat, skoro dostępna pojemność jest od samego początku zajęta w stu procentach. Dylemat ten nie dotyczył kwestii przyczyny stwórczej, woli czy zaplanowanego mechanizmu działania. Uderzał on w znacznie bardziej podstawowy, topograficzny aspekt samego początku, diagnozując obiektywny brak wolnego terytorium.
Był to zatem problem ściśle przestrzenny, analizujący logikę pojemności i braku. Konstruowanie układu zderzyło się z twardą, analityczną barierą: absolutna obecność nieskończonego wyklucza obiektywnie istnienie czegokolwiek poza nim. Uznano, że zanim rozpocznie się jakikolwiek proces formowania zjawisk, musi zaistnieć logiczna przestrzeń zdolna je pomieścić.
Hebrajskie słowo używane do zdefiniowania mechanizmu rozwiązującego ten problem oznacza wprost ściśnięcie, skurczenie lub wycofanie się. Zjawisko to sugeruje redukcję własnej objętości lub wycofanie się z dotychczas zajmowanego terytorium. Językowy rdzeń odnosi się do aktu zrobienia miejsca poprzez kondensację w innym punkcie.
Co niezwykle interesujące, termin ten funkcjonował znacznie wcześniej w tradycji rabinicznej, jednak jego ówczesne użycie miało dokładnie odwrotny sens. W pismach z tamtego okresu słowem tym opisywano akt skoncentrowania się, skurczenia obecności tak, aby mogła ona zmieścić się w małej, wyznaczonej przestrzeni na ziemi. Oznaczało to zawężenie się tego, co ogromne, do punktu w celu interakcji.
Izaak Luria, dokonując potężnej reformy warsztatowej, całkowicie odwraca kierunek tego tradycyjnego obrazu. W jego nowym słowniku technicznym akt ściśnięcia nie polega już na wejściu w mały punkt, lecz na wycofaniu się z niego i zostawieniu go w spokoju. Słowo to nabiera w ten sposób znaczenia oddalenia się od wyznaczonego centrum w celu pozostawienia go pustym.
Przebieg tego abstrakcyjnego procesu rozpoczyna się od powstania całkowicie pustego, kulistego obszaru usytuowanego dokładnie pośrodku tego, co nieskończone i wszechobecne. W strukturze pojawia się sferyczna luka, wyrwa, z której pierwotna zawartość zostaje usunięta. Zjawisko to przypomina wytworzenie się sfery wewnątrz doskonałej pełni.
Zgodnie z technicznymi opisami, wycofanie to zachodzi w sposób absolutnie równomierny we wszystkich możliwych kierunkach jednocześnie. Odessanie od środka na zewnątrz tworzy formę o idealnych, wyważonych proporcjach. Równomierność tego ruchu gwarantuje stabilność powstającej w ten sposób nowej przestrzeni operacyjnej.
Należy mieć świadomość, że taki opis nieuchronnie i bardzo mocno narzuca przestrzenne wyobrażenie czemuś, co z natury i definicji żadnej przestrzeni jeszcze nie posiada. Budowanie obrazu kuli, środka i kierunków zewnętrznych to zabieg wysoce metaforyczny. Analizując ten ruch, czytelnik musi pamiętać, że posługuje się tylko użytecznym modelem geometrii trójwymiarowej dla ułatwienia procesu analitycznego.
Pomimo opisu sugerującego całkowite usunięcie zawartości, w utworzonym obszarze zawsze pozostaje pewna bardzo delikatna resztka światła. Wycofanie z natury nigdy nie jest absolutnie całkowite i perfekcyjne do samego końca. Na ścianach opróżnionego środowiska zawsze zostaje mikroskopijny ślad.
Ten pozostały ślad pełni w układzie niezwykle istotną funkcję warsztatową. Staje się on niezbędnym podłożem strukturalnym dla absolutnie wszystkiego, co zostanie w tym miejscu powołane do życia w późniejszym etapie. Resztka ta służy jako pierwotna baza budulcowa, nadająca ukryte tło nowemu terytorium.
Z takiego opisu mechaniki wynika rygorystyczna zasada diagnozująca to środowisko operacyjne. Mówi ona bezwzględnie, że wygenerowana w ten sposób pustka tak naprawdę nigdy nie była próżnią całkowitą. Zawsze istniał w niej słaby, resztkowy ładunek, który zapobiegał jej absolutnemu wyjałowieniu.
Natychmiast po utrwaleniu się wygenerowanej przestrzeni, mechanika układu przewiduje ruch dokładnie odwrotny w postaci wąskiej linii światła. Zzewnątrz, do przygotowanego i zabezpieczonego obszaru roboczego wprowadzony zostaje pojedynczy, skondensowany promień. To wysoce ukierunkowane pasmo przecina granicę i zaczyna systematycznie opuszczać się w głąb luki.
Wąski promień wchodzący w oczyszczoną próżnię wnosi ze sobą uporządkowany, ściśle dawkowany sygnał. Zamiast ogromnego, wezbranego zalewu, środowisko otrzymuje tu ładunek precyzyjnie odmierzony. To radykalne zwężenie przesyłu informacji gwarantuje, że nowa przestrzeń nie zostanie przeciążona i zdeformowana.
Zgodnie ze ścisłą instrukcją systemu, to bezpośrednio na tej linii, rozpiętej pionowo w lufie pustki, buduje się następnie cały dalszy układ odniesienia i skomplikowany porządek operacyjny. Ten pojedynczy przewód staje się jedynym kręgosłupem dla przyszłych struktur, dostarczając zasilania do nowo powstających punktów.
Z biegiem czasu w środowisku analityków rozgorzał potężny spór dotyczący kwestii dosłowności tej konkretnej nauki. Znaczna część badaczy zajęła twarde stanowisko, traktując opisane zjawisko wycofania jako całkowicie rzeczywiste, mechaniczne zdarzenie o charakterze ontologicznym. W tej optyce doszło do faktycznej, obiektywnej zmiany w układzie sił przestrzennych.
Zupełnie inna szkoła widziała w tym koncepcie wyłącznie zmianę w sposobie percepcji. Według tych analityków proces ten nie był żadnym obiektywnym przesunięciem, lecz reprezentował jedynie zmianę w sposobie, w jaki nowo powstający świat postrzega boskość. Zasada pierwsza pozostała nietknięta, zmieniła się jedynie zdolność i aparat poznawczy samego stworzenia.
Spór ten dzielił potężne szkoły kabalistyczne i chasydzkie przez długie stulecia, tworząc nieprzekraczalną linię podziału w hermeneutyce warsztatowej. Wybór jednego z podejść modyfikował język analizy i sposób konstruowania wniosków teoretycznych. Obie frakcje zaciekle broniły swoich stanowisk, wskazując na logiczne błędy swoich oponentów.
W piśmiennictwie nowożytnym ta abstrakcyjna koncepcja teoretyczna doczekała się niezwykle silnego, etycznego odczytania. Zjawisko powstawania nowej przestrzeni roboczej zaczęło służyć za wyrazisty obraz, w którym akt powołania czegoś do istnienia wymaga celowego ustąpienia własnego miejsca. Konstruowanie otoczenia zostaje tu oparte na dobrowolnym samoograniczeniu się.
Analitycy wyprowadzają stąd uniwersalny wzorzec postaw, głoszący, że zrobienie miejsca dla kogokolwiek innego wymaga najpierw radykalnego i świadomego cofnięcia siebie. Pozostawienie obcej autonomii wiąże się nierozerwalnie z rezygnacją ze stuprocentowej obecności i pełnej kontroli na danym terytorium. Brak zajmowania sobą całej dostępnej przestrzeni warunkuje tu możliwość zaistnienia drugiego bytu.
Takie przeniesienie fizyki schematu na pole ludzkich postaw zyskało olbrzymią popularność w nowożytnych opracowaniach. Pozwoliło ono na ożywienie skomplikowanego, abstrakcyjnego zjawiska i nadanie mu wymiaru wysoce humanistycznego. Abstrakcyjna przestrzeń staje się w tym dyskursie metaforą powściągliwości koniecznej do nawiązywania interakcji.